Podróż, na którą nie trzeba było się pakować

Festiwal Podróżniczy „Śladami Marzeń” — Poznań, październik 2026

Jeszcze dzień wcześniej nie wiedziałam, że wybiorę się w podróż. Nie kupiłam biletu, nie spakowałam walizki, nie planowałam żadnej trasy.

Wystarczyło kilka godzin wolnego czasu i ciekawość świata.

Przeglądając program festiwalu podróżniczego, zatrzymałam się przy opowieści o pieszej wędrówce z Gdańska na Rysy, podczas której o kierunku marszu decydował rzut kostką.

Rysy! Góra, która ma szczególne miejsce w moich planach.

Pojechałam właśnie dla tej historii.

Wyobraźcie sobie wędrówkę, podczas której o wyborze drogi, noclegu, a nawet posiłku decyduje rzut kostką!

Zafascynowała mnie nie tyle sama wyprawa na Rysy, ile sposób podróżowania — powolny, pełen nieoczekiwanych spotkań, odkrywania historii ukrytych na poboczach polskich dróg.

Podczas prezentacji pokazali zaledwie jedno zdjęcie ze szczytu. Reszta opowieści była o drodze. I właśnie to najbardziej mi się spodobało.

Bo wolno to również wolność.

Po spotkaniu miałam okazję osobiście podziękować autorom, zrobić wspólne zdjęcie i kupić ich książkę „Na poboczu Ameryk. Pieszo z Panamy do Kanady”, którą zabrali ze sobą na festiwal.

Teraz czeka mnie kolejna podróż — tym razem po jej stronach.

Kolejną perełkę podarował mi Michał Cessanis, mówiąc o podróżowaniu uważnym na miejscowych ludzi i ich historie.

Muzea można odwiedzić później. One pozostaną. Ale ludzie odchodzą, zabierając ze sobą wspomnienia, których nikt już może nie opowiedzieć.

Jakże bliska była mi ta myśl!

Od dawna bardziej niż kolejne zabytki fascynują mnie ludzie, ich losy i opowieści. To właśnie dzięki nim miejsca nabierają znaczenia.

A potem popłynęłam Wisłą.

Oczywiście nadal siedząc na festiwalowym krześle!

Artur Czermak zabrał słuchaczy w kajakową podróż pełną ptaków, bobrów, nadrzecznej ciszy i noclegów pod namiotem. Opowiadał również o zagrożeniach dla rzeki, o ingerencji człowieka w jej naturalny świat.

Słuchałam z zachwytem i troską.

I nagle pomyślałam: a może sama wybrałabym się w podobną podróż?

Nie Wisłą. Wartą!

Tą samą, którą tak często odwiedzam podczas spacerów. Tylko tym razem nie z brzegu, lecz z poziomu wody. W dobrym towarzystwie, kajakiem, trochę wiosłując, trochę odpoczywając, obserwując ptaki i wypatrując bobrów.

Pomysł otrzymał nawet własny tytuł:

„Warta poznania”.

A skoro na górskie szlaki mam różowe buty, a w dalekie podróże wyruszałam w złotych sandałkach, to może na Wartę wybiorę niebieskie? W kolorze wody! 😂

Wróciłam z festiwalu bez pamiątek z dalekich krajów, ale z książką, zdjęciami, nowymi refleksjami i kolejnym marzeniem.

Pojechałam posłuchać o cudzych podróżach, a przy okazji lepiej zrozumiałam własną.

Nie chodzi o to, jak daleko podróżujemy, ale jak głęboko potrafimy spotkać drugiego człowieka.

I pomyśleć, że na tę podróż nie trzeba było się nawet pakować.


Skomentuj