Wczoraj kupiłam buty. Piękne, choć trochę ciasne. Dzisiaj zobaczyłam za oknem deszcz i ucieszyłam się. Pomyślałam, że wilgoć może zmiękczyć skórę, więc wyjdę na kilka minut, żeby je rozchodzić.
Ale kiedy zaczęłam stąpać po mokrych, złotych liściach, poczułam, że każdy krok chce więcej.
I tak zamiast wokół osiedla powędrowałam na poznańską Cytadelę.
Spotkałam małą rudą wiewiórkę. Uśmiechnęłam się do niej, a potem do siebie. Podziwiałam róże ozdobione kroplami deszczu. Pokonałam schody, żeby nogi też miały swoją przyjemność z wysiłku.

A w drodze powrotnej zobaczyłam kolorowe tabliczki z sentencjami.
„Z ciekawości rodzi się magia”.

Uśmiechnęłam się ponownie. Przecież właśnie tego doświadczyłam!
Wróciłam po 4,5 kilometra, trochę przemoczona, z chłodem wędrującym po plecach, ale z przyjemną energią i głową pełną jesiennych obrazów.
Buty? Nie wiem, czy się rozciągnęły.
Za to w głowie zrobiło się miejsce na nowe doświadczenia, bo stare deszcz wypłukał!
I pomyśleć, że niektóre podróże zaczynają się nie od wielkich marzeń, ale od trochę ciasnych butów.
