Ziarna które karmią

Kilka miesięcy temu na moim balkonie wydarzyło się coś nieplanowanego.

Ptaszki przylatywały do karmnika, a jedno z ziaren upadło do doniczki. Nie wyrwałam go. Z ciekawością patrzyłam, co z niego wyrośnie.

Najpierw pojawiły się liście. Potem łodyga. Później żółte kwiaty. Dzisiaj mały słonecznik patrzy w stronę słońca, a obok dojrzewają setki nowych nasion.

Patrzę na niego i myślę, że życie często właśnie tak działa.

Nie wszystko, co nas karmi, planujemy. Niektóre rzeczy wyrastają z przypadku. Z jednej rozmowy. Z jednego spotkania. Z jednego spaceru. Z jednego dobrego słowa.

Długo nie pisałam na blogu. Jakby zabrakło rytmu.

Aż dziś zrozumiałam, że pisanie jest także moim ziarnem.

Kiedy zapisuję to, co mnie porusza, sama staję się silniejsza. Pisanie nie odbiera mi energii. Ono ją we mnie odnawia.

Może dlatego ten mały słonecznik tak bardzo mnie zatrzymał.

Przypomniał mi, że czasem wystarczy jedno ziarenko, aby po wielu miesiącach zakwitło coś, czego nikt się nie spodziewał.


Dodaj komentarz