Góra jest po to żebyśmy się wspinali

Rok temu góra patrzyła na mnie. Dziś ja patrzę na górę.

Rok temu o tej porze siedziałam w szpitalu po operacji. Patrzyłam przez okno i cieszyłam się czymś bardzo prostym — że żyję, że moje ciało jest sprawne, że mogę poruszać rękami i nogami. W tamtym momencie nie myślałam o zdobywaniu szczytów. Wystarczała wdzięczność za kolejny dzień.

Dziś, kiedy wracam myślami do tamtego czasu, widzę, jak bardzo zmieniła się moja perspektywa.

W moim domu stoi muszla. Kiedy na nią patrzę, przypomina mi o drodze, którą przeszłam. Nie jest idealna. Ma ślady czasu, pęknięcia i nierówności. A jednak właśnie dlatego jest piękna. Nosi historię.

Podobnie jest z nami.

Przez długi czas wydawało mi się, że odwaga oznacza brak lęku. Dziś myślę inaczej. Coraz bardziej wierzę, że prawdziwe wyzwanie nie polega na tym, żeby się nie bać, ale żeby mimo lęku iść dalej.

W ostatnim roku było wiele chwil, które mogły zatrzymać mnie w miejscu. Były momenty zwątpienia, zmęczenia i niepewności. Ale były też góry.

Nie tylko te prawdziwe, które widać na mapie.

Były również góry codzienności. Te, które pojawiają się nagle i wymagają od nas siły, cierpliwości i zaufania.

Dzisiaj znowu patrzę w stronę szczytów. Planuję kolejne wędrówki. Sprawdzam połączenia, szukam noclegów, zapisuję pomysły. Ktoś mógłby powiedzieć, że to drobiazgi. Dla mnie są znakiem powrotu do życia.

Bo góry mają niezwykłą właściwość.

Są cierpliwe.

Nie obrażają się, kiedy odwołujemy wyjazd. Nie uciekają, kiedy zmieniają się nasze plany. Czekają.

Tak jak czekała Babia Góra, kiedy w tym roku musiałam odpuścić wyprawę z powodu pogody.

I może właśnie tego uczę się coraz bardziej — że odpuszczenie nie jest porażką. Czasem jest wyrazem mądrości.

A góra nadal tam będzie.

Będzie czekać.

Tak jak czekały na mnie żółte kwiaty, które niespodziewanie wyrosły z ziaren wysypanych zimą dla ptaków. Przez wiele tygodni nie wiedziałam nawet, czym są. Musiałam uzbroić się w cierpliwość.

Kiedy wreszcie zakwitły, poczułam ogromną radość.

Nie dlatego, że były wyjątkowo rzadkie.

Dlatego, że przypomniały mi coś ważnego:

nie wszystko przychodzi od razu.

Niektóre rzeczy potrzebują czasu.

Niektóre marzenia dojrzewają miesiącami.

Niektóre szczyty zdobywa się długo przed wejściem na szlak.

Dziś patrzę na muszlę, na swoje notatki, na zdjęcia z gór i na żółte kwiaty na balkonie.

I myślę, że może właśnie na tym polega życie.

Nie na tym, by nigdy się nie bać.

Nie na tym, by nigdy nie upadać.

Ale na tym, by wracać.

Wracać do siebie.

Wracać do marzeń.

Wracać na szlak.

Bo góra jest po to, żebyśmy się wspinali.

A życie jest po to, żebyśmy je przeżywali.

Muszla pochodzi z morza.

Góry należą do nieba.

A ja stoję pomiędzy nimi.

Uczę się cierpliwości od fal i odwagi od szczytów.

I coraz częściej myślę, że może właśnie tam — pomiędzy morzem a górami — jest moje miejsce.


Dodaj komentarz