Spotkanie, które uczy uważności


Nie szukałam ich.

Tego dnia nie byłam sama.
Szłam z kimś, kto przechodzi przez trudny czas.
Czyjaś bliska osoba leży w hospicjum.

Nie było w nas pośpiechu.
Było więcej ciszy niż słów.

I nagle zobaczyłyśmy ruch.

Najpierw jeden cień.
Potem kilka małych ciał, blisko siebie.

Dziki.

Zatrzymałyśmy się

Nie ze strachu — z uważności.

Stały w wodzie, spokojne, zajęte sobą.
Małe blisko dużej, jakby świat poza nimi nie istniał.
Patrzyłyśmy na nie i poczułam coś znajomego — nie napięcie, tylko szacunek.

To nie było miejsce dla mnie.
Byłam tylko gościem.

Nie zrobiłyśmy kroku bliżej.
Nie chciałyśmył zakłócić tej chwili.

Było w tym coś bardzo prostego i bardzo prawdziwego —
że nie wszystko jest dla nas,
że nie wszystko trzeba dotknąć, zrozumieć, zatrzymać.

Niektóre rzeczy wystarczy zobaczyć… i pozwolić im być.

Stałyśmy przez chwilę, w ciszy.
A potem odeszłyśmy

Z poczuciem, że spotkałyśmy coś ważnego.


Dodaj komentarz