Są takie chwile, kiedy ciało wie więcej niż myśli.
Nie planowałam tego.
Spacer jak każdy inny — słońce, drzewa, cisza.
A jednak coś mnie zatrzymało.

Spojrzałam w górę.
Drzewo było ogromne.
Wyższe niż moje spojrzenie, starsze niż moje wspomnienia.
Stałam przez chwilę, a potem podeszłam bliżej.
I po prostu je objęłam.
Bez słów.
Bez potrzeby tłumaczenia.
Poczułam pod dłońmi szorstką korę, ciepło od słońca i coś jeszcze — spokój.
Jakby to drzewo niczego ode mnie nie chciało.
Jakby mówiło: możesz tu po prostu być.
Przytulenie drzewa nie zmienia świata.
Ale zmienia coś bardzo cichego w środku.
Na chwilę przestaje się spieszyć.
Na chwilę znika napięcie.
Na chwilę wraca oddech.
I pomyślałam, że może tego właśnie czasem potrzebuję —
nie odpowiedzi, nie rozwiązań,
tylko oparcia.
