Prezent który rośnie we mnie

Są prezenty, które rozpakowuje się w jednej chwili.
I są takie, które rozpakowują się… przez lata.

Dwa lata temu dałam sobie słowo.
Zamiast rzeczy – wybrałam drogę.
Zamiast czegoś na chwilę – coś, co zostanie ze mną.

Koronę Gór Polski.

Nie wiedziałam wtedy, jak bardzo ten prezent stanie się częścią mnie.
Jak bardzo zacznie żyć we mnie, oddychać razem ze mną, wracać w codzienności.

Dziś wiem.

To nie jest tylko zdobywanie szczytów.
To jest coś znacznie więcej.

To jest wytrwałość, kiedy nie mam siły.
To jest krok do przodu, nawet jeśli dzień był trudny.
To jest przestrzeń tylko dla mnie – w świecie, w którym często jestem dla innych.

To jest mój czas.
Mój oddech.
Moje „jestem”.

Opieka nad mamą nauczyła mnie uważności i cierpliwości.
Ale ta droga… nauczyła mnie jeszcze czegoś:

że ja też jestem ważna.

Że mogę iść.
Że mogę chcieć.
Że mogę sobie coś obiecać — i próbować tego dotrzymać.

Ten prezent nie stoi na półce.
On się dzieje.

W moich nogach, które niosą mnie na kolejne szczyty.
W moim sercu, które czuje więcej.
W mojej głowie, która czasem mnie pogania… ale ja uczę się iść swoim rytmem.

To nie jest wyścig.

To jest droga.

I wiem jedno — kiedy ją zaczynałam, nie chodziło tylko o góry.
Chodziło o to, żeby wrócić do siebie.

A Rysy…
one jeszcze przede mną.

Cicho na mnie czekają.
Jak ostatnie zdanie, które domknie tę historię.


Dodaj komentarz