Na wrzosowisko, żeby zapomnieć wszystko

Wiola, jedziemy na wrzosowisko, żeby zapomnieć wszystko – powiedziała koleżanka.

Uśmiechnęłam się. Słowa znajome ze Starego Dobrego Małżeństwa zabrzmiały jak całkiem dobry plan na dzień.

I pojechałyśmy.

Czasami najlepsze prezenty nie mieszczą się w pudełku. Nie mają kokardy, nie można ich postawić na półce ani schować do szuflady. Ktoś po prostu daje ci swój czas i mówi: chodź, pokażę ci kawałek świata.

Takim prezentem było dla mnie wrzosowisko.

Kiedy tam dotarłyśmy, pomyślałam, że natura ma niezwykłe wyczucie kolorów. Trochę przygaszonego różu i fioletu, zieleń sosen, jasny piasek i ogrom nieba.

Niczego za dużo.

Chodziłyśmy, rozmawiałyśmy, robiłyśmy zdjęcia.

A potem koleżanka sięgnęła do plecaka.

Wyjęła chustę.

Szaro-różową. Jakby zupełnym przypadkiem zabrała ze sobą kolory wrzosowiska.

– Zrobimy sesję zdjęciową.

No dobrze. Skoro sesję, to sesję. 😊

Chusta powędrowała na ramię. Potem zniknęły buty.

Stanęłam pośród wrzosów i zaczęłyśmy się bawić.

Jedno zdjęcie, drugie, kolejny pomysł. Za chwilę role się odwróciły – ja fotografowałam ją, ona mnie. Podpowiadałyśmy sobie kadry, śmiałyśmy się i coraz mniej zastanawiałyśmy nad tym, jak właściwie „powinno się” pozować.

I chyba właśnie wtedy naprawdę zaczęło działać nasze „żeby zapomnieć wszystko”.

Bo są takie chwile, kiedy człowiek przestaje sprawdzać, czy coś wypada.

Ma ochotę usiąść pośród wrzosów – więc siada.

A kiedy zobaczy piaszczystą wydmę i wielki korzeń…
… no cóż 🙂
Widocznie można również na chwilę zostać modelką z wrzosowej wydmy.

Patrzę dzisiaj na te fotografie i myślę, że jest coś niezwykle uwalniającego w zabawie dorosłego człowieka.

Dziecko nie zastanawia się, czy zabawa ma sens. Nie pyta, czy wypada. Nie potrzebuje uzasadnienia. Bawi się dlatego, że właśnie teraz jest mu dobrze.

Można śmiać się do aparatu.

Można dać się ponieść pomysłowi koleżanki.

Można na kilka godzin nie mieć niczego do zdobycia ani udowodnienia.

Można po prostu być.

Lubię to zdjęcie.

Jest na nim dużo wrzosów, dużo nieba, dużo przestrzeni – i mały człowiek pośrodku.

Nie musi być najważniejszy.

Nie musi wszystkiego kontrolować.

Może na chwilę pozwolić, żeby świat był większy od niego.

I dobrze mu z tym.

Kiedy wracałyśmy, pomyślałam o prezencie, który tego dnia dostałam.

Nie zabrałam do domu żadnej rzeczy. Zabrałam fotografie, śmiech, zapach lasu, bose stopy na piasku i pamięć o kimś, kto podarował mi swój czas.

Pojechałyśmy na wrzosowisko, żeby zapomnieć wszystko.

I chyba rzeczywiście na chwilę zapomniałyśmy.

O czasie, obowiązkach i o tym, że dorosły człowiek podobno powinien już wiedzieć, co wypada.

A wróciłam z dniem,
którego nie chciałabym zapomnieć.


Dodaj komentarz