Kilka dni temu zachwycałam się lawendowym polem. Wydawało mi się wtedy, że takie spotkania z pięknem zdarzają się tylko w wyjątkowych miejscach.
A jednak życie postanowiło mnie jeszcze raz zaskoczyć.
]
Po powrocie do domu otworzyłam drzwi i zobaczyłam niezwykłego gościa.
Na moich drzwiach wejściowych, na drugim piętrze bloku, siedział przepiękny zielony pasikonik.
Przez chwilę po prostu na niego patrzyłam.
Takiego pięknego stworzenia nie zawsze można spotkać nawet podczas spaceru po łące, a tymczasem on wybrał właśnie moje drzwi.

Dopiero z bliska dostrzegłam, jak jest niezwykły.
Delikatne, niemal nieskończenie długie czułki, intensywnie zielony kolor i maleńkie szczegóły, których wcześniej pewnie bym nie zauważyła.
Pomyślałam wtedy, że zachwyt często zaczyna się od zatrzymania.
Od tego, żeby podejść bliżej.
Potem przyszła pora, aby odprowadzić mojego gościa tam, gdzie jego miejsce.
Nie było łatwo.
Pasikonik okazał się świetnym skoczkiem i kilka razy zaskoczył mnie swoją zwinnością. Na szczęście po krótkiej „wyprawie” wrócił bezpiecznie do trawy.

Patrzyłam jeszcze przez chwilę, jak spokojnie rusza w swoją stronę.
I pomyślałam, że świat naprawdę potrafi zachwycać.
Nie tylko na lawendowych polach.
Czasami zachwyt po prostu… siada na naszych drzwiach.
