Stałam nad jeziorem i patrzyłam na łódki.
Najpierw zobaczyłam jedną. Spokojną, cichą, jakby czekała.
Dopiero po chwili dostrzegłam drugą — trochę dalej, ale jednak blisko.
Nie były razem, a jednak były na tym samym jeziorze.
Oddzielone, ale gotowe.
Poczułam, że mnie zapraszają.
Nie nachalnie. Delikatnie.
„Chodź… możesz wejść.
Możemy popłynąć razem.
Poczujesz więcej niż teraz czujesz.”
I nagle zrozumiałam —
to nie jest opowieść o łódkach.
To jest opowieść o mnie.
Jeszcze stoję na brzegu.
Ale już nie patrzę z daleka.
Jestem blisko. Bardzo blisko.
Czuję lekką niecierpliwość —
taką, która nie męczy,
ale przypomina, że życie jeszcze czeka.
Nie ma już lodu.
Woda jest spokojna.
Światło ciepłe.
I wiem, że to tylko kwestia czasu.
Bo ja już jestem w drodze.
