Po pięknych mrozach

Szłam z myślą, że je spotkam.

Cytadela była jeszcze surowa. Powietrze chłodne, ziemia nie do końca obudzona. Długa wędrówka, cisza, pojedyncze kroki. I nagle są.

Kilka kępek przebiśniegów przy jednym grobie.
Białe świetliki.

Najpierw był zachwyt. Taki prawdziwy, z uśmiechem od ucha do ucha. Potem potrzeba zatrzymania chwili zdjęcie. A potem zdumienie. Dlaczego tylko tu? Dlaczego właśnie w tym miejscu?

Nie znam odpowiedzi.
Ale wiem jedno przebiśniegi nie pytają o zasługi. One po prostu wychodzą.

Jeszcze pochylone. Jeszcze niektóre zamknięte w swoich dzwoneczkach.
Niepewne, ale obecne.

Biel śniegu przykrywa.
Biel przebiśniegów zaczyna.

Ich zieleń mówi cicho: życie wraca.

Może tak właśnie zaczyna się wszystko po mrozach. Nie od wielkiego rozkwitu, ale od odwagi wyjścia. Od zgody na to, że można być jeszcze trochę zamkniętym, a jednak już na zewnątrz.


Dodaj komentarz