Las tego dnia nie robił nic, a jednak robił wszystko.
Stał spokojnie, jakby wiedział, że ktoś przyjdzie i będzie potrzebował właśnie tego: nieruchomości.
Drzewa stały na warcie, jedno obok drugiego, nie pytając, kim jestem ani skąd przyszłam.
Ich pnie miały wydrążone wnętrza — domy w środku domów .

Szłam wolno, z uśmiechem, który nie musiał być tłumaczony.
Mijałam ludzi i wymienialiśmy się nim krótko, jak chlebem łamanym bez słów.

Był karmnik w kształcie starca z brodą — strażnik, który pamięta więcej niż ja, ale nie musiał nic mówić.

Był płot ubrany w kubki, jakby ktoś chciał powiedzieć: tu codzienność jest mile widziana.

Czasem nic nie trzeba, wystarczy tylko być.

