Jezioro dziś mnie rozpoznało.
Pozwoliło mi po sobie chodzić ,ale tylko miejscami.
Inne miejsce zostawiło ptakom, które cieszyły się wodą.

Mróz miał –12 stopni.
Słońce ogrzewało tę chwilę.

Zobaczyłam ślady ptaka na lodzie.
On był pierwszy.
Jakby mówił: można, ale uważnie.

Dalej — kaczki.
W wodzie. Tam, gdzie lód już nie miał głosu.
Patrzyłam na nie i pomyślałam:
zawsze gdzieś jest woda, nawet gdy wokół lód.

To była podróż krótka.
Kilka kroków po jeziorze.
A jednak wróciłam z niej trochę bliżej siebie.
