Wczoraj pomagałam porządkować ubrania.
Te, które stały się za małe, niepotrzebne, czekające w szafie na „kiedyś”.
W pewnym momencie pojawiła się myśl, że zimowe rzeczy mogłyby jeszcze komuś posłużyć.
Nie jako pozbycie się nadmiaru, ale jako kontynuacja ich drogi.
Znalazłam miejsce, które wspiera osoby w kryzysie bezdomności.
Przyjęli odzież bez pytań.
Nikt nie pytał, kim jestem, czym się zajmuję, jak mam na imię.
Po prostu przekazałam torby i podziękowałam.
To było doświadczenie bardzo czyste.
Bez oczekiwań.
Bez potrzeby bycia zauważoną.
Najbardziej poruszyło mnie poczucie, że rzeczy dostały drugie życie.
Że to, co dla jednych stało się zbędne, dla innych może być ochroną przed zimnem.
Że czasem wystarczy nie wyrzucać — tylko przenieść dalej.
Wszyscy byliśmy spokojni.
A ja poczułam cichą radość — taką, która nie potrzebuje świadków.
To była krótka podróż zewnętrzna.
I bardzo znacząca podróż wewnętrzna.
