Prezent którego nie chcę przegapić

Są takie chwile, które przychodzą bez zapowiedzi.
Nie robią hałasu.
Nie domagają się uwagi.

Po prostu są.

Dziś jezioro było dla mnie prezentem.
Świat zatrzymał się w bieli i błękicie, jakby na moment zapomniał o pośpiechu.
Woda była spokojna, niebo jasne, a cisza miała w sobie coś kojącego — coś, co pozwala oddychać pełniej.

Wiem, że nie każdy zobaczy w tym samym miejscu to samo.
Bo wszystko zależy od tego, jak patrzymy.
I z jakim wnętrzem przychodzimy nad wodę.

Dla mnie to było spotkanie.
Z naturą, ale też z samą sobą.
Z tym miejscem we mnie, które wciąż potrzebuje zatrzymania, prostoty i zgody na bycie „tu i teraz”.

Coraz częściej czuję, że sens nie zawsze kryje się w wielkich zmianach.
Czasem objawia się w drobnych momentach —
w kroku na pomost,
w zimnym powietrzu na twarzy,
w spojrzeniu na horyzont, który niczego ode mnie nie chce.

Nie wszystko musi płynąć. Czasami wystarczy pozwolić sobie odpocząć

Patrzyłam jak trwają. I sama uczyłam się trwać.


Dodaj komentarz