Czasem życie zatrzymuje nas przy obrazach, które wracają do nas dokładnie wtedy, gdy jesteśmy gotowi je usłyszeć.
Dziś wróciło do mnie zdjęcie kamienia. Małego, skromnego, a jednak niosącego w sobie niezwykłą czułość.
Leży między dwoma drzewami.
Tak blisko siebie, że ich pnie wyglądają jak obejmujące się ramiona.
Jak dwa istnienia, które przez lata rosły razem, wspierały się, przetrwały deszcze i wichry.
Na kamieniu ktoś wyrył słowa:
„Nie mogłam tu rozsypać prochów jak chciałeś,
więc zostawiam moje serce.
Kocham Cię.”
To nie jest epitafium.
To nie jest pomnik.
To jest czyjeś serce położone w miejscu, które musiało mieć znaczenie.
W miejscu, gdzie być może ktoś wypowiedział pierwsze „kocham”, gdzie zaczął się ich wspólny świat…
albo gdzie skończył się czyjś ostatni oddech.
Możemy tylko przeczuwać historię.
Ale kiedy patrzę na ten obraz, myślę o miłości, która nie kończy się w chwili odejścia.
O bezsilności, która nie potrafi zatrzymać czułości.
O człowieku, który – jeśli nie może spełnić ostatniego życzenia – zostawia to, co ma najbliżej: swoje serce.
Ten kamień jest świadectwem.
Nie dla tłumu.
Dla tych, którzy na chwilę się zatrzymają.
Dla tych, którzy poczują, że cudza miłość potrafi rozświetlić także nasze ścieżki.
Patrzyłam dziś na to zdjęcie i pomyślałam, że takie momenty przypominają nam o tym, czego nie chcemy w życiu przegapić.
O tym, co naprawdę ważne.
O obecności, która trwa nawet wtedy, gdy wszystko inne przemija.
Refleksja
Czasem nieznana nam historia potrafi dotknąć czegoś bardzo znanego w nas samych.
I może właśnie dlatego wraca w odpowiednim momencie.
