Kobieta ze światłem – ślad listopadowy


Dziś, w Święto Wszystkich Świętych, poszłam na zabytkowy cmentarz.
Zapaliłam świeczkę tam, gdzie się nie paliła — maleńki płomień wśród ciszy i mchu.
Był w tym geście spokój i wdzięczność.

Po jednej stronie cmentarza kiedyś pracowałam — siedemnaście lat w miejscu, gdzie ludzie uczyli się odzyskiwać siły.
Po drugiej stronie studiowałam psychologię i psychologię zwierząt na SWPS.
To miejsce zawsze było pomiędzy tym, co w moim życiu praktyczne, a tym, co głębokie.

Kiedyś często siadałam tu na ławce z książką.
Najbardziej zapadła mi w pamięć „A trawa sama rośnie” Osho — książka o tym, że niczego nie trzeba przyspieszać, że wszystko ma swój czas.
Uczyła mnie zaufania do życia, które wie, jak wzrastać — nawet wtedy, gdy my tego nie widzimy.

Dziś znów poczułam to samo.
Że życie, mimo wszystko, samo rośnie — po cichu, cierpliwie, w rytmie, którego nie da się wymusić.
I że czasem wystarczy zapalić małe światło, by przypomnieć sobie o tym, co wciąż trwa — także w nas.


🌾 „Światło pamięci rośnie samo, jak trawa — cicho, ale nieustannie.”




Dodaj komentarz