Cisza wypełnia moje potrzeby.
Okazuje się, że wcale nie potrzebuję wiele. Nie tęsknię za światem konsumpcji, hałasem, używkami, które mają sprawić, że poczuję się lepiej.
Wystarcza mi zachwyt — ptak spacerujący po łące, sikorka i wróbel, które przylatują do karmnika na moim balkonie.
Rybki w akwarium, które każdego dnia patrzą na mnie z cichym spokojem.
Ich świat jest prosty, przejrzysty — bez pośpiechu, bez nadmiaru.
Kiedy na nie patrzę, czuję, że i we mnie coś się uspokaja.
Mama, która czuje się zaopiekowana i bezpieczna.
Uśmiech sprzedawczyni w osiedlowym sklepiku.
Miła wiadomość od znajomych, pytających z uśmiechem:
„co takiego robisz, że masz tyle entuzjazmu?”
I wtedy wiem — niczego nie muszę robić.
Wystarczy być.
Patrzeć. Oddychać. Być częścią ciszy, która wystarcza.

Jak woda w akwarium — wszystko płynie, ale nic się nie spieszy.
W tej łagodności mieszka życie.Ten spokój zaczął się od ciszy
Przeczytaj: Cisza, która oddycha
