Są takie miejsca, które nie powstają z cegieł, planów i adresów. Rodzą się najpierw w sercu — z tęsknoty, z ciszy, z potrzeby bycia blisko życia, a nie tylko blisko obowiązków. To jest opowieść o takim domu.


Poranek — światło, które mówi „jestem”

Dzień zaczyna się ciszą, która nie jest pustką, tylko kołdrą. Zapach ziół unosi się z kuchni — lawenda i melisa przypominają, że można żyć łagodnie. Otwierasz drzwi na werandę. Światło jest jasne, ale miękkie. Morze szumi jak ktoś, kto nie wymaga odpowiedzi. Pies przeciąga się przy Twoich stopach. Kot wybiera własną trasę, ale zawsze wraca.

Ten dom uczy jednego: najpierw być, dopiero potem działać.


Przedpołudnie — bliskość bez ciężaru

Idziesz w stronę kawiarni przy plaży. Nie po to, by uciec, ale by zobaczyć ludzi z lekkością. Dwa zdania z sąsiadką, trzy oddechy nad filiżanką, jeden uśmiech, który niczego nie oczekuje. Bliskość tutaj nie ciągnie, nie wiąże, nie wymaga — tylko jest.

W takim świecie rozmowa staje się gestem, nie terapią.


Południe — przestrzeń, która leczy

Las zaczyna się kilka kroków dalej. Przechodzisz w ciszę drzew, które nie mówią dużo, a jednak potrafią być obecne lepiej niż niejeden człowiek. Pod stopami gałązki mówią „chrup”, jakby potwierdzały: „tu jesteś, to wystarczy.”

Zwłaszcza wtedy, gdy życie było kiedyś pełne hałasu.


Popołudnie — dom, który oddycha z Tobą

Wnętrze jest proste: len, drewno, zioła i światło. Bez zbędnych dowodów, że „warto”. Dom nie musi imponować — ma przyjmować. Pies kładzie głowę na Twojej nodze. Kot mruczy z parapetu. Ten rytm mówi więcej niż wielkie słowa.

Obiad jest prosty — chleb, oliwa, pomidor. W tej prostocie mieszka prawdziwa sytość.


Wieczór — światło, które wraca do siebie

Na werandzie zapalasz świece. Złoty podgrzewacz trzyma ciepło herbaty. Rozmowy o niczym i o wszystkim — raz z kimś, raz z samą sobą. Morze gra jak kołysanka dla dorosłych. Cisza nie jest już strachem. Cisza jest domem.

Zasypiasz z myślą, że jutro także będzie Twoje. Nie dlatego, że musi — tylko dlatego, że może.


To jest Dom

Nie ze ścian.
Nie z „powinnam”.
Nie z lęku.

Z obecności, wyboru i czułości.


Dodaj komentarz