Czasem wystarczy kilka kroków, by wrócić do siebie.
Ścieżka, po której już tyle razy przechodziłam, znów prowadzi mnie między drzewami. Jesienne powietrze ma w sobie zapach przemiany — ten cichy, nieuchwytny moment, gdy coś się kończy, by zrobić miejsce czemuś nowemu.
Trzymam w dłoni gałązkę. Mała, krucha, a jednak pełna siły — jak wspomnienie, które nie znika, tylko dojrzewa razem ze mną. Każdy liść to jak myśl, która kiedyś była niepewna, a teraz stała się częścią mnie.
Idę powoli, wsłuchując się w szelest trawy. Droga faluje lekko, a drzewa pochylają się nade mną, jakby chciały wyszeptać coś, co wiem od dawna: że nie muszę nigdzie zdążyć, by być tam, gdzie powinnam.
Tu, pośród złotych liści, cisza ma swój rytm. I nagle czuję, że ta gałązka, to nie tylko fragment drzewa — to znak, że wszystko, co żyje, łączy się ze sobą w sposób, którego nie muszę rozumieć. Wystarczy, że czuję.
A ścieżka pamięta każdy mój krok — i wie, że wracam nie po to, by powtórzyć drogę, ale by odnaleźć siebie w jej środku.

Alejka z pochylonymi drzewami — jak ukłon natury wobec tych, którzy idą w ciszy.
Czasem jedna gałązka niesie więcej niż tysiąc słów — bo niesie obecność.

Gałązka trzymana w dłoni — drobiazg, który stał się początkiem zdania.
