Caramelo – film, który obudził ciszę

Po obejrzeniu filmu Caramelo poczułam, jak wiele obrazów z przeszłości wraca. Czasem historia innego człowieka staje się lustrem dla naszej własnej — i przypomina, że droga przez ciemność może prowadzić do światła, jeśli tylko nie uciekniemy od prawdy o tym, co czujemy.

W filmie Caramelo młody mężczyzna przechodzi przez granicę życia i śmierci. W jego oczach widać lęk, ale też coś więcej — delikatne światło, które rodzi się z akceptacji. Patrząc na niego, zobaczyłam siebie.

Był czas, kiedy życie kazało mi się zatrzymać. Diagnoza. Strach. Niepewność. I ta świadomość, że może być inaczej, że może już nigdy nie będzie tak samo. Wtedy weszłam w ciszę — w modlitwę Jezusową, w której nie prosi się o nic, tylko powtarza święte imię, aż ono wypełnia wszystko.
To był moment, w którym przestałam walczyć, a zaczęłam być.

Z tej ciszy urodziła się nowa siła. Nie z rozumu, nie z odwagi, ale z obecności. Dziś wiem, że każde doświadczenie, nawet to najtrudniejsze, może stać się miejscem spotkania z życiem. Jeśli pozwolimy mu przez nas przepłynąć, bez oporu, zostawia w nas coś bezcennego — spokój i wdzięczność.