Gąsienica na szlaku i motyl na chodniku

Na szlaku Biskupiej Kopy spotkałam gąsienicę. Wśród suchych źdźbeł i liści powoli posuwała się naprzód, nie spiesząc się, jakby czas miała zapisany inaczej niż my. Patrzyłam na nią i pomyślałam: w tej skromnej postaci ukryte są skrzydła, których jeszcze nie widać.

Gąsienica nauczyła mnie cierpliwości. Nie wszystko w życiu musi być od razu piękne i zachwycające. Etap przejściowy, choć zwyczajny i niepozorny, jest nie mniej ważny niż moment rozpostarcia skrzydeł. Może i ja jestem czasem w takim etapie – kiedy jeszcze nie widać owoców, ale wewnątrz dojrzewa coś, co pewnego dnia stanie się światłem.

A dziś, już w innym miejscu, na zwykłym chodniku, spotkałam motyla – pawika, ze skrzydłami jak otwarte oczy świata. Nie szukał ogrodu ani kwiatów, wystarczyła mu chwila światła między kamieniami.

Patrząc na niego, poczułam, że piękno nie zawsze przychodzi w wielkich przestrzeniach. Czasem przysiada obok nas, cicho i niespodziewanie, jak znak, że życie wciąż pulsuje swoją barwą. Motyl przypomniał mi, że zmiana jest wpisana w każdy etap drogi. To, co dziś wydaje się ciężarem, jutro może rozwinąć skrzydła.

Gąsienica na szlaku i motyl na chodniku. Dwa obrazy jednej opowieści: o drodze, o przemianie i o pięknie, które potrafi rozkwitnąć zarówno w cichym dojrzewaniu, jak i w lekkości skrzydeł.

Każda droga może zakończyć się światłem skrzydeł.


Dodaj komentarz