Dzisiaj pozwoliłam sobie zatrzymać się na brzegu mojego jeziora.
Przywitało mnie swoją ciszą i naturalnym zapachem.
Słońce było łagodne, ledwo odbijało się w tafli wody.
Siedzę otulona wysoką trawą, która tworzy mój naturalny parawan.
Patrzę, jak pobliski las przegląda się w tafli jeziora — spokojnie, bez rozgłosu.
W tej ciszy odnajduję towarzysza mojej podróży,
który czuwa przy mnie, troszczy się i przypomina,
że mogę po prostu być szczęśliwa.
Otulona ciszą, poczułam, że to miejsce jest tylko moje.
Aż nagle poczułam dotyk.
To nie był owad, lecz padalec,
który wszedł na chustę, jakby zaciekawiony moją obecnością.
Chciał zbliżyć się do mojego ciała,
choć obok było miejsce, w którym mógł zostać ze mną w spokoju.
Na początku przestraszenie, a potem zrozumienie:
cisza nie jest samotnością.
To przestrzeń, w której spotykają się różne istnienia.
Możemy dzielić ją razem — nawet z tym, czego się boimy.


