Rola, której nikt mnie nie uczył

Nie znalazłam tego w podręcznikach.
Nie usłyszałam o tym na żadnym wykładzie.
Żadna szkoła nie przygotowała mnie na dzień, w którym moja mama zaczyna mówić do mnie „mamo”.

To się po prostu dzieje.
Powoli. Po cichu. Bez ostrzeżenia.

Zmieniam jej pieluchy. Karmię ją.
Podejmuję decyzje. Kładę spać.
Patrzy na mnie z ufnością – taką, z jaką niemowlę patrzy na swoją matkę.

Ale to nie jest niemowlę. To moja mama. Ma 85 lat.
I każdego dnia – nie rośnie, nie uczy się nowych słów, nie zaczyna chodzić.
Ona się… kurczy.
W ciele. W słowach. W pamięci.

Jestem jej opiekunką.
Ale czy nadal jestem córką?

Jestem jak matka – tylko że bez gratyfikacji, bez dumy, bez świętowania małych postępów.
Nie ma dnia matki dla mnie.

Nawet lekarz nie słyszy, gdy mówię, że coś we mnie się rozpada.
Znajomi milkną. Albo tylko przytakują. Ale to nie to samo, co zrozumienie.

A ja?
Muszę rozumieć.
Muszę się dostosować.
Być tą silną. Tą, która wie, co podać, kiedy przebrać, jak uspokoić.
Tą, która milczy, choć w środku chciałaby krzyczeć:
Dlaczego ja? Dlaczego właśnie mnie to wszystko spotyka?

Nie mam odpowiedzi.
Ale wiem jedno – nie jestem sama.

Piszę to, bo może Ty też właśnie siedzisz w nocy przy łóżku swojej mamy.
Może też czujesz się zawieszona – nie do końca córka, nie do końca matka.

Jeśli tak – jesteśmy w tym razem.
Nie widzimy się, ale nasze doświadczenia mogą się spotkać w słowach.
I może choć trochę ukoić.


Dodaj komentarz