Zobaczyłam życie bez złudzeń

Refleksja ze szpitala i z domowego świata mojej mamy

W szpitalu zobaczyłam życie bez filtrów. Ciała poranione, zszywane, niepełne. Policzek, którego już nie było. Skóra głowy zszyta jak mapa bólu. A jednak – w oczach tych ludzi tliło się coś więcej niż cierpienie. Było tam życie.

To nie były oczy, które szukały litości. Raczej oczy, które wiedzą, że życie jest kruche, ale wciąż warte trzymania, nawet jeśli już nie da się go unieść.

I przyszła do mnie myśl: ilu z nas ma zdrowe ciało, a nie ma już siły żyć? Ilu z nas zagubiło sens, chociaż niczego fizycznie nie brakuje?

Wtedy pomyślałam o mojej mamie.
Jest leżąca. Ciało już jej nie niesie, ale dusza? Dusza unosi się lekko, kiedy śmieje się do mnie, kiedy cieszy się drobnym gestem. Modli się za innych. Żyje – mimo wszystko.

Czasami przychodzi cień – zmęczenie, zwątpienie, myśl o śmierci. Ale znika tak szybko, jak się pojawi. Mama nie pozwala mu zająć zbyt wiele miejsca.

I wtedy wiem: nie chodzi o ciało.
Chodzi o obecność. O bycie razem. O światło, które wraca szybciej niż ciemność.


Dodaj komentarz